Ikona „designu”

Ikona „designu”

ikona_designu

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie (a wręcz inspiruje codziennie)  producent pewnych telefonów, z którego pomysłami aktualnie się użeram.

telefon_z_prl-500x333 Moja przygoda z telefonami zaczęła się dawno temu od aparatów podobnych do tego na zdjęciu. Wbrew pozorom urządzenia te miały sporo zalet: działały bezawaryjnie, były łatwe w obsłudze i przeżywały upadek na podłogę. Numery zapisywało się w zeszycie, a sposób ich wybierania ułatwiał ich zapamiętywanie. Niestety zasięg telefonu był równoznaczny z długością kabla (co w moim konkretnym przypadku oznaczało, że telefon można z przedpokoju dociągnąć do fotela).

Później, niezbyt gwałtowanie, nastała era komórek, przynosząc ze sobą szereg innowacji i usprawnień. Telefon można było nosić przy sobie, zeszyt zastąpić pamięcią elektroniczną (cytując stare reklamy: „można zapisać aż 20 numerów na karcie SIM”) i zaistniały SMSy.

Kolejne lata to proces ciągłego doskonalenia: dłuższy czas pracy baterii, więcej pamięci, słownik T9, wybieranie głosowe, dzwonki polifoniczne, radio w telefonie, itp. Apogeum tej epoki to dla mnie Nokia 6310. Telefon, który miał „wszystko” i którego można było aktywnie używać ładując raz w tygodniu. nokia_6310

Rozpoczynająca się wtedy era „smartfonów” przyniosła dobrą dziwną zmianę. Nagle ergonomia i funkcjonalność stały się mniej istotne niż wielkość ekranów i moc procesorów.

blackberry-8900-curve-big Z tego trendu wyłamywało się tylko Blackberry, skupiające się na tym – żeby usprawniać komunikację biznesową. Jedna z genialnych funkcjonalności to automatyczne kontekstowe reagowanie telefonu na wyjęcie z/odłożenie do „kabury” – np. odblokowywanie ekranu lub kończenie rozmowy. Oprócz tego ceniłem wygodną klawiaturę, którą dało się obsługiwać bezwzrokowo, i poprawnie działające wybieranie głosowe.

Od tego czasu miałem jeszcze Omnię (telefon z Windows Mobile, którego jedyną zaletą była gra w kulki), Xperię J (telefon, który wszystkie swoje zasoby poświęcał na wyświetlenie pulpitu na ekranie), Z1 (telefon z 4-rdzeniowym procesorem potrafiący zacinać się przy przewijaniu ekranu), S3 (telefon, który wymagał doinstalowania dialera innego producenta, żeby uzyskać podstawową użyteczność), xCover 2 (smartfon, w którym po zrobieniu kilku zdjęć wiecznie brakuje pamięci), 5s (telefon, który ze względu na konsumpcję baterii zasięgiem powoli zbliża się do RWT z pierwszego zdjęcia), P8 lite (telefon „antykontekstowy” – podsuwający zawsze taką opcję, której aktualnie nie potrzebuję).

Mamy rok 2016, a za wzór „nowoczesnego smartfona” podawany jest produkt, który:

  • wymaga dedykowanej ładowarki (ignorując miliony jeśli nie miliardy istniejących już ładowarek microUSB)
  • nie pozwala na podłączenie zwykłych słuchawek
  • pozwala na niecały dzień aktywnego użytkowania
  • wymaga minimum 4 ruchów by zacząć pisać odpowiedź na SMSa
  • nie pozwala na dostosowanie menu podręcznego/skrótów do potrzeb użytkownika
  • nie ma gniazda na kartę pamięci
  • nie pozwala tak po prostu wgrać swojej muzyki
  • jest tak delikatny, że do normalnego użytkowania trzeba dokupić mu pancerne etui i szybkę z hartowanego szkła

Czy waszym zdaniem tak właśnie powinna wyglądać ikona designu?

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *